✦ Martina Million
Imię i nazwisko, które wybrałam — bo zdecydowałam, że stanę się osobą, którą chcę być.
Urodziłam się w Polsce pod panieńskim nazwiskiem mojej mamy, z drugim imieniem, którego nigdy nie lubiłam. Później, gdy moi rodzice wzięli ślub, przyjęłam nazwisko ojca — zmiana, która wniosła nowe energie do mojej tożsamości. Mimo trzech zaręczyn nigdy nie wyszłam za mąż, więc wzięłam los w swoje ręce. Z Martyny Magdaleny Kinel w pełni przeszłam — na wszystkich poziomach — w Martinę Million.
Nie miałam pojęcia, że to imię rzuci mi największe wyzwanie w życiu. Ale teraz wszystko ma sens.
Milion przebudzeń.
Milion idei.
Milion zmian.
Milion rzeczywistości.
Zawsze czułam, że jestem „za dużo”. Teraz jestem jeszcze bardziej. Z wrodzoną wrażliwością i darami parapsychicznymi w katolickim świecie pełnym strachu i demonów, zablokowałam swoje talenty po tym, jak w wieku 3,5 roku zobaczyłam pierwszego demona. Trzydzieści lat później spotkałam go ponownie — tym razem w pełni świadoma, po latach terroru i przekraczania swoich granic wytrzymałości.
Nic w moim życiu nie było łagodne. Ani dzieciństwo. Ani miłość. Ani rzeczywistość finansowa. I dobrze. Byłam surowym diamentem. Musiałam sama siebie oszlifować i ukształtować — dla siebie.
Teraz przecinam iluzje. Świecę jasno. I jestem niezniszczalna.
Wymień dowolną traumę — prawdopodobnie ją przeżyłam.
Jedynie klęski żywiołowe mnie ominęły, chociaż szczerze mówiąc, mieszkanie w Szkocji przez pół życia i radzenie sobie z tym deszczem było katastrofą. Naprawdę, nie żartuję :)
Urodzona jako Polka, odziedziczyłam cały rodowy pakiet traum i tłumienia — ale przyszłam na świat również z duchem, który walczy o wolność. Polacy mają energię Feniksa. Potrafimy odradzać się z popiołów tyle razy, ile trzeba. I dokładnie to robiłam.
Stałam się seryjną zabójczynią własnych tożsamości:
zadawalającej wszystkich, grzecznej dziewczynki, tej, która próbowała się dopasować, tej, która skurczała się, bo zawsze była „za dużo”.
Tłumienie, przeciążenie emocjonalne, przekonanie, że muszę wszystko dźwigać sama i za wszystkich — doprowadziły mnie do próby samobójczej. To był pierwszy raz, gdy moja dusza zmiażdżyła ego i powiedziała:
„Nie uciekasz. Jeszcze tu nie skończyłyśmy.”
A zamiast szczęśliwego zakończenia, kilka miesięcy później przyszło kolejne złamane serce i poronienie. Zakopałam to. Wyparłam. Nie byłam w stanie tego unieść, dopóki nie byłam gotowa — a kiedy byłam, uruchomiło to wojnę z demonami, głównie rodowymi.
W skrócie (chociaż mogłabym napisać całą sagę): spędziłam lata, uzdrawiając swoją linię rodową przez siebie. Przez większość czasu czułam się, jakbym tonęła w gównie. Wszyscy lubią romantyzować łamaczy klątw i wzorców, ale prawda jest taka: to wymaga stalowych jaj.
Dostajemy je od przodków — ale trzeba je zdobyć. Trzeba je rozpakować.
Więc jestem tu. Gwiazda mojego rodu. Obrończyni, Wyzwolicielka, cokolwiek jeszcze o mnie mówiono. Szczerze? Jestem z siebie dumna. Bo na końcu dnia jestem po prostu sobą. Marti. I tyle.
Nie obchodzi mnie tytuł. Jestem wszystkim, czym chcę być. Skarbem, który zna swoją wartość — i potrafi go chronić.
✦ Alchemia Podświadomości
To mój dar dla każdego, kto jest gotowy spojrzeć w swoje wzorce i je zmienić.
Nie jestem tu, żeby kogokolwiek ratować — pieprzyć to. Możesz zrobić to sama/sam. I dokładnie tak powinno być.
Weź odpowiedzialność za swoją moc.
Za swoje problemy.
Za swoje słabości.
Za swoją rzeczywistość — żebyś mógł/mogła kształtować ją, jak chcesz.
Jestem solą na Twoje rany — bo trzeba je zdezynfekować, zanim dostaniesz balsam i opatrunek. Ale jeśli jesteś gotowa/gotowy — pójdę obok Ciebie. Bez lukru. Bez cukru. Bez fałszywych historii o zbawcach.
Nie jestem uzdrowicielką.
Nie używam tytułów.
Nie jestem Twoją matką.
Nie jestem Twoim guru.
Nie jestem nawet Twoim przewodnikiem.
Jestem kimś prawdziwym — gotowym iść z Tobą przez Twoje cienie i być świadkiem, jak zabijasz każdą fałszywą, narzuconą osobowość, którą kiedykolwiek nosiłaś/nosiłeś.
Aż w końcu będziesz mógł/mogła powiedzieć:
„To jestem ja.”
© 2026. All rights reserved.
